Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męskie grono. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męskie grono. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 listopada 2011

Moje "w drodze ku męskości" w nowym świetle

Ostatnio moje w drodze ku męskości nabiera dużego tępa. Jako młody jeszcze przecież ojciec mam możliwość pomagać młodym , dorastającym mężczyznom w ich drodze ku męskości. Co prawda moi podopieczni mają ojców - lecz nie do końca ich relacje są ok. Albo są z nimi w konflikcie, albo ojcowie nie są obecni w ich życiu. Ich rodzicielstwo kończy się często na płaceniu alimentów. Generalnie moich podopiecznych wychowują matki. Ja w swojej pracy jako asystent rodzinny mam za zadanie być dla nich starszym bratem, a często nawet mentorem. Ostatnio łapiemy niezły kontakt. Jakiś czas temu zabrałem jednego z moich podopiecznych poza Warszawę. Jechaliśmy rowerami żeby przy okazji popracować fizycznie na świeżym powietrzu przy naprawie ogrodzenia. Zabrałem również znajomego Rafała, który trochę młodszy ode mnie z łatwością dogadywał się z moim dorosłym podopiecznym - również Rafałem:-). Rafał przypomniał sobie, że kilka lat temu był jeszcze harcerzem i w mgnieniu oka rozniecił porządne ognisko nad którym po robocie piekliśmy kiełbaski. Jak niewiele trzeba żeby stworzył się przyjazny męski klimat. Natura, robota, grono facetów i szczere rozmowy. Nie potrzeba wtedy napojów wyskokowych ani innych używek...
coraz bardziej lubię tą robotę...

Niedawno odwiedził nas znajomy z Gdańska - zapalony kibic. A chwilę wcześniej inny znajomy -Piotr zapraszał na piłkę nożną. Wziąłem drugiego podopiecznego, który mówił, że kiedyś się grało...., kumpla z Gdańska i wybraliśmy się na gałę. Efekt piorunujący dwie godziny na sztucznej murawie w lekkim deszczu. Okazało się, że Piotr zgromadził wybieganych amatorów piłki. Ledwo wytrwaliśmy w tym tempie do końca. Nawet reprezentacja nie gra na takich obrotach przez bite dwie godziny zegarowe! Co się okazało - że na drugi dzień ja miałem straszne zakwasy - mimo, że trochę kilometrów zrobiłem na rowerze ostatnimi czasy. A mój podopieczny - nic go nie bolało. Dodam, ze ostatni raz grał z 2 lata temu. Czas spędzał do tej pory przed komputerem. Szok! Coś tkwi w tych młodych - 3ba to tylko umieć wycisnąć:-)
Józef

sobota, 19 lutego 2011

Spotkanie w męskim gronie - mecz u Bogdana

Planowanie, a jednak nieoczekiwanie, spotkaliśmy się w doborowym pięcioosobowym składzie u Bogdana. Oczywiście na kolejnym już meczu "kolejorza" w Lidze Europejskiej. Tym razem kolejarze z poznania podejmowali u siebie portugalską ekipę Sporting Braga. Mecz był słaby, szczególnie w pierwszej połowie. Dodatkowym czynnikiem nieatrakcyjności okazała się być zaśnieżona murawa stadionu. Pewnie dlatego spotkanie przerodziło się z względnie biernego patrzenia w szklany ekran telewizora na żarliwe dyskusje. Jak zwykle o życiu, wierze, uwaga... historii i polityce. A ponieważ wśród nas mężczyźni reprezentowali różne pokolenia, że się tak wyrażę. Biorąc pod uwagę rozpiętość wiekową :-)
Zatem poglądy, idee i co tam jeszcze zaraźliwie ścierały się między sobą. A wszystko to okraszone dobrymi trunkami i zakąskami. Rafał przyniósł świetną sałatkę z brzoskwiniami. Jacek pyszne pączki... Było zatem kulturalnie :-) Artur przywiózł nawet wielki zestaw prażonych kurczaków z KFC. Przy takiej obsadzie skusiłem się nawet na takie sztuczne mięso.
Kolejne dobre spotkanie.
Oderwałem się trochę od codzienności.
A na deser ...."padła" bramka i drużyna z Poznania pokonała rywala.

Józef

czwartek, 10 lutego 2011

Zwykłe spotkanie w męskim gronie -Arek

Po trzech dniach maratonu z dzieckiem cieszę się, że mogłem pobiegać i
porozmawiać z chłopakami. Bardzo się zapaliłem na te piękne widoki
Gruzji (i Armenii), które pokazywał Rafał.
Pomyślałem, że to ważne dla mnie, aby kiedyś tam wyjechać z Sylwią i
moim synkiem Jeremim.
Arek

środa, 12 stycznia 2011

Moje wrażenia z Pępkowego- czyli spotkania w męskim gronie

"Józef poprosił mnie o parę wrażeń z pępkowego. Trochę czasu minęło, więc można na to wydarzenie spojrzeć z pewnym dystansem. Co zapamiętałem? Po pierwsze, że jak zwykle byłem spóźniony.Po drugie, że moja drużyna wygrała mecz z drużyną Józefa, i nie pomógł tu nawet taki as jak Antoninho B. w napadzie. "Joseph Boyz" - z ładnej strony pokazał się stołecznej publiczności ten popularny KOCUR, niestety napotykał co rusz na opór momentami może zwalistej, ale zawsze twardej obrony w naszych szeregach (nie muszę wspominać, że stanowiłem tej obrony solidną podstawę :-). Co było dalej? Dalej była sauna, gdzie było baaardzo gorąco, i warszawskie ulice, gdzie było baaardzo zimno. Dzięki uprzejmości Józefa zakosztowaliśmy obydwu skrajności.Pierwsza była częścią planu, druga była częścią braku planu, albo raczej jego niedopracowania. Krążyliśmy na piechotę w ciągle zmieniającym się składzie i w ciągle zmieniających się kierunkach po warszawskim Śródmieściu Południowym (żeby było jasne: Józef woził się w tym czasie samochodem), aż wreszcie znaleźliśmy ciepła przystań w lokalu o nazwie Tortilla Factory przy ul. Poznańskiej. i to był taki swoisty happy end tego wieczoru - wszyscy zasiedli szczęśliwi nad kuflami piwa, miłe panie kelnerki donosiły nachosy, i tak rozpoczęły się nocnych Polaków rozmowy..."

PIOTR