Tworzymy okoliczności aby spotkać się, zrobić coś wspólnie i podzielić się doświadczeniem w przeżywaniu własnej męskości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojciec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojciec. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 marca 2013
niedziela, 17 kwietnia 2011
Przepisy czcigodnych filantropów na życie a głód męskiego wzorca w oczach młodego człowieka

Jakiś czas temu wróciłem do książek jednego z mich ulubionych pisarzy, ba jednego z moich mentorów. Gilbert Keith Chesterton opisuje w swojej Ortodoksji ciekawą sytuację, którą chciałbym przytoczyć.
Kiedy człowiek interesu gani idealizm chłopca pracującego u niego w biurze, zwykle czyni to w taki mniej więcej sposób: "Tak, tak, kiedy jest się młodym, wierzy się w ideały i buduje zamki na piasku, ale kiedy człowiek dorośnie, marzenia rozwiewają się jak sen i trzeba stanąć na twardym gruncie - zacząć wierzyć w doświadczenie polityki, używać dostępnych środków i brać świat takim jakim jest". Tak przynajmniej w mojej młodości zwracali się do mnie czcigodni filantropowie, spoczywający dziś w swych szacownych grobowcach...
Odnosząc sie do mojego doswiadczenia, które okazuje się być nieco zbliżone do tego, o którym wspominał Chesterton, pisząc powyższy tekst w 1908 roku!, zdumiewam się tym co słyszę.
Od kwietnia podjąłem pracę, w ramach pewnego projektu, z rodzinami zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Jako asystent rodzinny pracuję z dwoma młodymi chłopakami, którzy już za chwile wkroczą w życie dorosłe - co nie znaczy, że nagle staną się dojrzalsi i bardziej odpowiedzialni za siebie, nie wliczając już, że odpowiedzialni również za innych.
Moja rola polega na tym, żeby wejść w ich "świat" i znaleźć z nimi wspólny język.
Po co?
Myślę, że po to, aby pomóc im kształtować swoje życie w oparciu o trwałe wartości.
Jakie wartości?
Sądzę, że inne niż te, które wynoszą z ulicy, która to staje się powoli ich drugim( jeśli już nie pierwszym) domem.
Problemy wciąż te same: ojcowie, którzy są nieobecni, którzy "zdradzili" swoich synów - (jak to pisał Robert Bly w Żelaznym Janie), nadopiekuńcze matki,fatalna sytuacja materialna, duchowe ubóstwo i tak dalej.
Głód męskiego wzorca czasami jest wypisany na twarzy młodego człowieka.
I co się okazuje po krótkim jak dotąd czasie mojego "naprawiania świata" młodego człowieka??
Dorośli mogą popełniać błędy, ale dzieci, młodzi - niestety nie. Od nich się wymaga więcej chyba niż od rodziców, mam takie poczucie.
I w dodatku te slogany, trochę w innym języku niejako, ale ton ten sam, o którym wspominał Chesterton.
Po kilku wizytach z rodzicami, nauczycielami oraz pracownikami socjalnymi i innymi specjalistami od pomocy..., którzy mają kieszenie wypchane receptami już nie tylko na swoje życie ale i innych - ręce mi opadają. Gdzie są odpowiedzialni ojcowie, gdzie ich autorytet? Łatwo wtedy o porzucenie swoich ideałów, swojego spojrzenia na sprawy.
Ci młodzi niedługo mnie prześwietlą. Ciekawe, czy zobaczą we mnie kolejnego dorosłego, który chrzani o życiu i o tym jak ono ma wyglądać.
... Od tamtej pory zdążyłem dorosnąć i przekonać się, że owi czcigodni filantropowie po prostu kłamali. Moje życie wyglądało dokładnie odwrotnie niż, to co głosiły ich przepowiednie. Mówili oni, że porzucę ideały i zacznę wierzyć w metody stosowane w praktyce przez polityków. Prawda zaś jest taka, ze nie porzuciłem ideałów; moja wiara w podstawowe zasady nie ulegla najmniejszej zmianie - dodaje Chesterton.
Wracając do mnie - jak na razie moi filantropowie też zawiedli. Kiedy byłem mały miałem pójść do Domu Dziecka. Później, kiedy nieco podrosłem i stałem się dla niektórych nieznośny ( w tym czasie wsłuchiwałem się w głos Ryszarda Riedla z zespołu Dżem, który śpiewał w jednym z utworów: Kiedy bylem mały zawsze chciałem dojść na koniec świata. Kiedy bylem mały pytałem, gdzie i czy w ogóle kończy się ten świat... i tak dalej) - wieszczyli mi, że znajdę się w Poprawczaku. Jak wybierałem szkołę - mówili, że nie dam rady. Jak już wybrałem - powiedzieli, że z tego nie wyżyję.
W momencie, kiedy rzuciłem studia i wybrałem drogę, która nie mieściła się im w głowie, to na chwilę zamilkli. Jednak, kiedy odszedłem z zakonu, to wmawiali mi, że straciłem czas, nie poradzę sobie i tak dalej.....
Jak na razie to w Poprawczaku byłem, ale po tej drugiej stronie - jako wychowawca hehe.
A cha, niektórzy mówią, że sobie radzę... i co wy na to moi czcigodni filantropowie?
Józef
poniedziałek, 28 lutego 2011
Męskie spotkanie_Jacek
Po raz pierwszy brakuje mi słów, aby opisać to co wydarzyło się. Jakiś czas temu Józef zaproponował wspólne spotkanie z facetami u mnie w domu. Do wszystkich wysłał fragment tekstu z Żelaznego Jana Roberta Bly. To był fragment mówiący o braku ojca. Taki też miał być temat naszego spotkania. Po raz pierwszy mieliśmy jednak świadomie zebrać się, aby rozmawiać. Do tej pory rozmowy te ważne i mniej odbywały się w tle: wyjazdów, spotkań. Ucieszył mnie gdy Józef jakiś czas temu zaproponował tego rodzaju spotkanie. Już od dawna miałem bowiem świadomość, że takie rozmowy choć trudno je zainicjować wśród facetów, są potrzebne i ważne.
Spodziewałem się, że będzie nas czwórka maxymalnie piątka facetów. Ostatecznie było na dziesięciu. Każdy przyniósł coś do jedzenia, pojawiły się jakieś wina. Kiedy otworzyliśmy pierwszą butelkę pomyślałem przez chwilę, że nasz pomysł właśnie rozwiewa się. I tu zaimponował mi Józef, który przejął inicjatywę i rozpoczął spotkanie. Ja ewidentnie nie lubię prowadzić takich grupowych spotkań. To był wieczór świadectw. Rozpoczął Józef, potem ja, a potem potoczyło się. Do dziś jestem w szoku bo myślałem, że chłopakom będzie trudno otworzyć się i dzielić własnym doświadczeniem. To było niesamowite. Może zabrzmi to górnolotnie, ale czułem się tak jakbym uczestniczył w czymś świętym. Do dziś trudno mi o tym mówić i nawet nie chcę mówić zbyt wiele, mam bowiem poczucie, że to co wydarzyło się wtedy w trakcie spotkania, powinno zostać miedzy nami.
To spotkanie uświadomiło mi po raz kolejny, czego doświadczyłem już sam wcześniej w relacji z moim ojcem. Uświadomiło mi, że każdy chłopiec, chłopak, mężczyzna potrzebuje potwierdzenia ze strony swego ojca. Potrzebuje usłyszeć że ojciec jest z niego zadowolony, dumny. Sam tego po latach doświadczyłem i wiem, że to był punkt przełomowy w mym życiu. Bez tego nie byłby w tym miejscu w którym jestem, nie robiłbym tych wszystkich rzeczy, nie spotykałbym tych wszystkich ludzi którzy co chwilą pojawiają się w moim życiu. To spotkanie uświadomiło mi też, że nie ma znaczenia kim był i kim jest nasz ojciec, potrzebujemy jego akceptacji, miłości. To czyni nas mężczyznami, którzy potrafią dzielić się sobą, którzy nie są skupieni już na szukaniu potwierdznia w świecie, w kobietach, w kasie, w gadżetach, w ekstremalnych przygodach. Potrzebujemy miłości i uznania, aby porzucić spragnione JA i zacząć być dla innych.
Panowie, dziękuję wam za świadectwo i wspaniałe spotkanie.
Spodziewałem się, że będzie nas czwórka maxymalnie piątka facetów. Ostatecznie było na dziesięciu. Każdy przyniósł coś do jedzenia, pojawiły się jakieś wina. Kiedy otworzyliśmy pierwszą butelkę pomyślałem przez chwilę, że nasz pomysł właśnie rozwiewa się. I tu zaimponował mi Józef, który przejął inicjatywę i rozpoczął spotkanie. Ja ewidentnie nie lubię prowadzić takich grupowych spotkań. To był wieczór świadectw. Rozpoczął Józef, potem ja, a potem potoczyło się. Do dziś jestem w szoku bo myślałem, że chłopakom będzie trudno otworzyć się i dzielić własnym doświadczeniem. To było niesamowite. Może zabrzmi to górnolotnie, ale czułem się tak jakbym uczestniczył w czymś świętym. Do dziś trudno mi o tym mówić i nawet nie chcę mówić zbyt wiele, mam bowiem poczucie, że to co wydarzyło się wtedy w trakcie spotkania, powinno zostać miedzy nami.
To spotkanie uświadomiło mi po raz kolejny, czego doświadczyłem już sam wcześniej w relacji z moim ojcem. Uświadomiło mi, że każdy chłopiec, chłopak, mężczyzna potrzebuje potwierdzenia ze strony swego ojca. Potrzebuje usłyszeć że ojciec jest z niego zadowolony, dumny. Sam tego po latach doświadczyłem i wiem, że to był punkt przełomowy w mym życiu. Bez tego nie byłby w tym miejscu w którym jestem, nie robiłbym tych wszystkich rzeczy, nie spotykałbym tych wszystkich ludzi którzy co chwilą pojawiają się w moim życiu. To spotkanie uświadomiło mi też, że nie ma znaczenia kim był i kim jest nasz ojciec, potrzebujemy jego akceptacji, miłości. To czyni nas mężczyznami, którzy potrafią dzielić się sobą, którzy nie są skupieni już na szukaniu potwierdznia w świecie, w kobietach, w kasie, w gadżetach, w ekstremalnych przygodach. Potrzebujemy miłości i uznania, aby porzucić spragnione JA i zacząć być dla innych.
Panowie, dziękuję wam za świadectwo i wspaniałe spotkanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)